wtorek, 27 lipca 2010

Skazano nauczyciela wychowania fizycznego

Autor: Aneta Mostowiec
milosz@e-wspolnota.com

Piotr K. z Międzyrzeca, nauczyciele wychowania fizycznego i trener piłki nożnej został oskarżony o pobicie chłopców na obozie. Sąd w Radzyniu uznał go winnym popełniania zarzucanych mu czynów.

Sędzia skazał go na karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 2 lata oraz na karę grzywny. Wyrok nie jest prawomocny i prawdopodobnie będzie apelacja.
Do zdarzenia doszło 11 lipca 2007 roku. Z zeznań dzieci wynika, że nauczyciel biegał po korytarzu z kijem bilardowym i uderzył chłopców. - Miałam nadzieję, że moje dziecko przebywa w bezpiecznym miejscu – zeznała na sprawie Maria B., matka Macieja B.- W pewnym momencie zadzwonił do mnie roztrzęsiony syn mówiąc, że opiekun jest pijany, biega z kijem po korytarzu i tłucze dzieci. Mój syn nie ucierpiał fizycznie, natomiast uważam, że cierpienia moralne dziecka są również istotne – dodała. Do swoich rodziców zadzwonił również Radosław R. - Pamiętam dramatyczny telefon syna do domu – zeznał na sprawie Zbigniew R.- On szlochał, nie mógł wydusić z siebie słowa. Byłem tak zszokowany, że tam się coś dzieje. Zadzwoniłem natychmiast do opiekuna grupy. Powiedział, że chłopcy zostali pobici i wszystko jest pod kontrolą. Następnego dnia pojechałam do tego obozu. To było tak traumatyczne przeżycie dla syna, że na samą myśl o tym szlochał. To nie były wielkie obrażenia, ale siniaki zostały.
Prokuratura postawiła Piotrowi M. zarzut znieważenia małoletnich chłopców i pobicia ich kijem bilardowym. - W okresie od 8 do 11 lipca 2007 znieważył małoletniego Macieja B. obrażając go słowami wulgarnymi. 11 lipca uderzył małoletniego Michała P. w klatkę piersiową kijem bilardowym, pociągnął za włosy i popchnął na podłogę, a następnie kopnął leżącego w nogi. Naruszył nietykalność cielesną małoletniego Michała P. - pociągnął go za ucho. 11 lipca uderzył Radosława R. kijem bilardowym – czytamy w akcie oskarżenia.
Uważa, że to pomówienie
Piotr K. przesłuchany w charakterze podejrzanego nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i wyjaśnił, że nigdy nie uderzył chłopców. - Byłem wieloletnim nauczycielem i trenerem piłki nożnej cieszącym się nienaganną opinią. Zdobyłem kilka nagród, listów pochwalnych. Współpraca z dziećmi układała mi się bardzo dobrze – czytamy w zeznaniach oskarżonego - Uważam, że sytuacja, która miała miejsce w lipcu 2007 roku była pomówieniem mnie. Nie znam motywów. Jestem zbulwersowany, że takimi słowami można człowieka zniweczyć. Jest to przykre. Te ponad 2 lata to życie w stresie i piekle rodzinnym. Wiąże się to z brakiem zaufania rodzinnego i brakiem ewentualnego wykonywania zawodu, co dla mnie i rodziny byłoby tragedią – mówił
Sędzia, który wydał wyrok pisze teraz uzasadnienie do niego, ponieważ oskarżony prawdopodobnie odwoła się od wyroku do Sądu Okręgowego w Lublinie. 
Czwartek, 21 stycznia 2010r. 20:21

niedziela, 25 lipca 2010

NAUCZYCIEL SKAZANY, DYREKCJA UKARANA ZA MILCZENIE

 BARDZO WAŻNE!!!:

Wyrok bez precedensu za molestowanie w szkole

NAUCZYCIEL SKAZANY, DYREKCJA UKARANA ZA MILCZENIE

TVN24

Cztery lata pozbawienia wolności i dożywotni zakaz pracy z dziećmi - taką karę nałożył sąd na nauczyciela wychowania fizycznego oskarżonego o seksualne wykorzystywanie swoich uczennic. Sąd postanowił ukarać także dyrektorkę szkoły i jej zastępczynię. Za milczenie. Wyroki nie są prawomocne.
Dyrektorka i jej zastępczyni zostały skazane na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata za to, że nie poinformowały organów ścigania o popełnieniu przestępstwa przez ich podwładnego.

Dodatkowo kobiety te zostały ukarane pięcioletnim zakazem zajmowania stanowisk w których mogłyby zajmować się wychowaniem, opieką dzieci.
- Nie zgadzam się z wyrokiem. Czuję się niewinna, będę składać apelację - mówiła po wyroku sądu Marzena Weisgerber, była dyrektorka Zespołu Szkół w Jamielniku.

Satysfakcjonujący wyrok

Nauczyciel wychowania fizycznego, Paweł Wybult, oskarżony został o zmuszanie nieletnich dziewcząt do "innych czynności seksualnych". Były nauczyciel w-f już jest w areszcie, w więzieniu spędzi kolejne cztery lata, już do końca życia nie będzie zaś mógł pracować na stanowiskach związanych z pracą z dziećmi.

Prokuratura jest zadowolona z decyzji Sądu w Mieście Lubawskim. - Wyrok nas, jako prokuraturę satysfakcjonuje. Uważam, że jest sprawiedliwy. Generalnie oskarżeni otrzymali taką karę, o jaką wnosiliśmy. Nie będziemy składać apelacji, bo w pełni zgadzamy się z wyrokiem - mówił prokurator z Prokuratury Rejonowej Krzysztof Chybicki.

Sąd zezwolił na publikowanie wizerunku oskarżonych. Wyroki nie są prawomocne.

ktu///mat

LINK

- On po prostu podrywał dziewczynki - mówią rodzice o nauczycielu WF-u z... czytaj więcej »

Dyrektorka szkoły Marzena Weisgerber nie zgadza się z wyrokiem i zapowiada apelację
Nauczyciel, który mimo prawomocnego wyroku za posiadanie dziecięcej... czytaj więcej »


Kiedyś pisałam,że ukaranym można być za samą wiedzę o przestępstwie  i brak reakcji, a nie tylko za mataczenie i tuszowanie cudzych grzechów  (patrz odpowiedzialność dyrekcji...).
Nadto , każda osoba pracująca w SSP w Wyszkowie mająca/mogąca mieć świadomość zachodzących sytuacji wobec dzieci jest nie mniej winna ( bierne przyzwolenie) od samego krzywdzącego, co udowadnia powyższy wyrok... Pora na refleksję już dawno minęła...Elyto yntelektualno naszego Kraju Niestety...Teraz ratuj się kto może... (Jest tylko jedna droga. Jaka??? Ano PRAWDA).


"Kristy is about sexual coercion/molestation and is based on a true story. When I was younger, I knew a girl that was abused. I don't know whether I am the first musician to write about this subject, because it is obviously very delicate and anything but easy to make a song about such a complex theme. I also think or hope that this song speaks to other victims and can help them to talk or come out about their problem" Dexter  

Sądy i prokuratury najwyraźniej dopatrzyły się dziur prawnych w konstrukcji Karty Nauczyciela i znalazły dla niej alternatywę. Skoro nie wdraża się trybu dyscyplinarnego z założenia, to należy wstępować na drogę prawną. I może ten wyrok stanowić będzie cezurę dla kuratoriów??? 

czwartek, 15 lipca 2010

Porno w podstawówce: Nauczycielka ma problem

fot. 
flickr/Tiago Riberio fot. flickr/Tiago Riberio

Lekcje informatyki zostały zastąpione przez edukację innego typu.

czwartek, 8 lipca 2010

Wychowawca skazany

Wychowawca skazany

Małgorzata Czajkowska, Marcin Kowalski
2006-10-23, ostatnia aktualizacja 2006-10-23 00:00

Pedofil, który molestował niesłyszącego Dawida, nie uciekł przed odpowiedzialnością: w poniedziałek został skazany na rok i cztery miesiące więzienia. Sprawa była już umorzona przez prokuraturę, ale dzięki interwencji ?Gazety? udało się ją doprowadzić do końca

Dwa lata temu opisaliśmy skandaliczną pomyłkę prokuratury. Choć dowody były niezbite, śledczy umorzyli sprawę Mirosława N., wychowawcy z fordońskiego Ośrodka dla Dzieci Słabo Słyszących i Niedosłyszących, który molestował nieletniego podopiecznego.

Dawid przeżył gehennę: przez trzy lata "pan Mirek" ocierał się genitaliami o jego twarz, spał z nim, kazał się bić po całym ciele, pluć, namawiał do picia alkoholu. Nie dawał mu spokoju nawet w domu rodzinnym w Ciechocinku. Pod byle pozorem odwiedzał ucznia, kładł chłopaka na dywan i siadał na niego okrakiem. To zachowanie wzbudziło niepokój rodziców i wychowawców, którzy zawiadomili policję.

Kiedy ujawniliśmy, że prokuratura umorzyła śledztwo przeciwko zwyrodnialcowi, zgłosili się do nas rodzice Dawida.

- To niemożliwe - mówiła matka. - Przecież ten bezkarny pedofil będzie robił to samo z innymi chłopcami!

Interwencja "Gazety" okazała się skuteczna. Zwierzchnicy bydgoskich prokuratorów nakazali przeanalizowanie decyzji o umorzeniu. I tak wszczęto ponowne śledztwo. Zakończyło się ono skierowaniem do sądu aktu oskarżenia. W poniedziałek sędzia Eliza Nowak ogłosiła wyrok. Słuchali go tylko dziennikarze, ani kat, ani ofiara nie pojawili się w sądzie.

- Dariusz N. poprzez nadużycie zależności obejmował ucznia, kładł się na niego i pluł mu w twarz - sędzia Nowak wyliczała grzechy nauczyciela. - Mężczyzna całował Dawida i zabraniał kontaktu z koleżankami.

Sąd skazał wychowawcę na rok i cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Nauczyciel ma też zakaz pracy z dziećmi przez dwa lata. Wyrok nie jest prawomocny. Uzasadnienie jest niejawne.

Od dwóch lat Mirosław N. nie pracuje już w fordońskim ośrodku. Ryszard Bielecki, dyrektor ośrodka, wyrzucił go, nie czekając na wyrok.

Dawid ma dzisiaj 20 lat. Jako jedyny uczeń ze swego rocznika zdał w tym roku maturę. - Chłopak dostał się na studia - mówi z dumą dyrektor Bielecki. - Studiuje pedagogikę. Ma też pracę - znalazł zatrudnienie w naszym ośrodku i mam nadzieję, że w przyszłości będzie świetnym pedagogiem.

Bielecki cieszy się z wyroku skazującego dla Mirosława N. - Odetchnąłem z ulgą - mówi. - Mam nadzieję, że ten człowiek nie wróci już nigdy do pracy z młodzieżą.

Kuratorium nie chce dyrektora z Sopotni

Kuratorium nie chce dyrektora z Sopotni

Ewa Furtak
2007-07-10, ostatnia aktualizacja 2007-07-10 00:00

Wiele kontrowersji budzi konkurs na dyrektora szkoły w Sopotni Małej. Do drugiego etapu przeszedł Bronisław J., który ma proces za uderzenie ucznia. Kuratorium wyraziło sprzeciw.

O sprawie Bronisława J. piszemy już od kilku lat. Afera w szkole wybuchła we wrześniu 2001 roku. 15-letni Wojtek, jeden z uczniów, wszedł w czasie przerwy do klasy wbrew zakazowi dyrektora. J. - jak zeznawał chłopiec - za karę uderzył go w głowę.

Prokuratura oskarżyła Bronisława J. o uderzenie chłopaka oraz o zmuszanie uczniów do prac fizycznych. Sąd umorzył postępowanie w tej sprawie, skazał natomiast dyrektora za uderzenie Wojtka na 3,2 tys. zł grzywny. Obie strony odwołały się od wyroku. Bielski Sąd Okręgowy przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi pierwszej instancji. Jeszcze nim zakończyła się sprawa w sądzie, dyrektor poszedł na urlop - najpierw dla podratowania zdrowia, potem wypoczynkowy. Gdy wrócił, wójt zawiesił go w pełnieniu obowiązków do czasu ostatecznego wyjaśnienia sprawy. Bronisław J. odwołał się jednak do komisji przy Ministerstwie Edukacji. Komisja nakazała wójtowi przywrócenie dyrektora.

- Błąd popełnił wójt, który zawiesił dyrektora w czynnościach zbyt późno. W międzyczasie nauczyciel ponownie wygrał konkurs na dyrektora - tłumaczyła nam wtedy Kaja Małecka, rzeczniczka ministerstwa.

Teraz sprawa powraca. W tym roku wójt zwrócił się do kuratorium o przedłużenie sprawowania funkcji wszystkich dyrektorów szkół na terenie gminy bez konieczności ogłaszania konkursów. Bielska delegatura Śląskiego Kuratorium Oświaty, której pracownicy świetnie znają tę historię, wyraziła sprzeciw co do osoby Bronisława J.

- Toczy się przeciwko niemu postępowania dyscyplinarne, które zostało tylko zawieszone na czas wyjaśnienia sprawy w sądzie - tłumaczy Józef Szczepańczyk, szef delegatury. - Poprosiliśmy wszystkich dyrektorów o złożenie oświadczeń odnośnie toczących się przeciwko nim postępowań karnych bądź dyscyplinarnych - dodaje.

Jak tłumaczą w kuratorium, Bronisław J. dołączył enigmatyczne oświadczenie nie takiej treści, o jaką chodziło. Napisał, że przed wejściem w życie nowych przepisów nie był karany (od 2004 roku dyrektor, wobec którego toczy się postępowanie karne lub dyscyplinarne związane z naruszeniem praw i dobra dziecka, powinien zostać zawieszony). Kuratorium nakazało ogłoszenie konkursu, w którym jednak J. postanowił wziąć udział. W dodatku przeszedł do drugiego etapu, który ma się odbyć 18 lipca. Będzie rywalizował o stanowisko z Lucyną Habdas, nauczycielką z Sopotni. Stanowisko kuratorium jest jednak jasne - jeśli nawet J. wygra, nie może zostać dyrektorem. - Nie ma podstaw do powierzenia mu tej funkcji. To nie nasz wymysł, wynika to z ustawy o systemie oświaty - tłumaczy Piotr Zaczkowski, rzecznik kuratorium.

Kuratorium przesłało J. swoją opinię, ten jednak nie rezygnuje z walki o stanowisko. Napisał skargę do Ministerstwa Edukacji. "To zemsta za to, że popieram działania ministerstwa, wprowadziłem mundurki, zakazałem strajków" - wylicza w liście do ministerstwa, prosząc o poparcie.

Mieszkańcy Sopotni mają dość ciągnącego się od tylu lat zamieszania. - Chcemy tylko, żeby w szkole było normalnie - mówią.

Szczepańczyk dodaje: - Najlepiej byłoby, gdyby J. pokazał, że jest człowiekiem honoru i po prostu zrezygnował z ubiegania się o stanowisko. To zamieszanie nikomu nie służy.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Molestował w szkole, nadzoruje szkoły


Molestował w szkole, nadzoruje szkoły

Jacek Hołub, Toruń
2004-11-07, ostatnia aktualizacja 2004-11-07 00:00

Skazany za molestowanie nieletnich były dyrektor podstawówki Ireneusz B. jakby nigdy nic nadzoruje szkoły jako urzędnik magistratu w Ciechocinku. I nadal ma kontakt z dziećmi

Ireneusz B., postawny 54-latek, jest inspektorem do spraw oświaty w ciechocińskim urzędzie miasta. Od czerwca ub.r. pracuje tu na pół etatu.

Zajmuje się m.in. remontami szkół, kontrolą pracy rad pedagogicznych, realizacją programu przez nauczycieli, konkursami oświatowymi.

Jeszcze do niedawna był dyrektorem podstawówki w pobliskiej Nieszawie. Często bywa gościem w placówkach oświatowych. Od czasu do czasu wpada na obiad do szkolnej stołówki po drugiej stronie ulicy.

Problem w tym, że Ireneusz B. jest karany za molestowanie nieletnich. W lipcu 2003 r. Sąd Rejonowy w Aleksandrowie Kujawskim skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i dwuletni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela. Mężczyzna w lutym 1996 r., kiedy był dyrektorem SP w Nieszawie, "poprzez dotykanie piersi dopuścił się czynu lubieżnego" wobec dwóch 14-letnich uczennic ósmej klasy podstawówki. 24 czerwca br. wyrok się uprawomocnił - Sąd Okręgowy we Włocławku podtrzymał werdykt pierwszej instancji.

Rodziny ofiar odmawiają rozmowy o B. - Przeżyliśmy koszmar. Nie chcemy do tego wracać - mówi ze łzami w oczach matka jednej z dziewcząt.

A Ireneusz B. ma się dobrze. Po 33 latach pracy przeszedł na emeryturę i stał się szanowanym urzędnikiem w Ciechocinku. W 2001 r. kandydował na burmistrza Nieszawy i zebrał niemal 37 proc. głosów.

O skandalu z udziałem urzędnika huczy cały Ciechocinek. Nauczyciele drżą o swoje podopieczne. - Przecież pan B. jest zapraszany do szkół na różne uroczystości i apele - mówi jedna z wychowawczyń.

Burmistrz Ciechocinka Leszek Dzierżewicz (PSL) nie widzi w tym problemu. - Z wyroku nie wynika, że pan B. ma zakaz wykonywania pracy jako inspektor do spraw oświatowych - mówi. - Gdyby się okazało, że jest osobą szczególnie niebezpieczną, powinien się znaleźć w miejscu odosobnienia. Sąd tego nie rozstrzygnął.

Burmistrz Ciechocinka nie zamierza zwalniać urzędnika, dopóki nie wygaśnie jego umowa o pracę, czyli do końca czerwca 2005 r.

Ireneusz B. urzęduje w niewielkim pokoju w magistracie. Pytany o Nieszawę, odpowiada: - Nic niestosownego nie zrobiłem. Jednorazowe dotknięcie do piersi... Jednorazowe, zaznaczam.

- Czy nie uważa pan, że nie powinien pan pracować już w oświacie?

- Zajmuję się papierkami, nie pracuję w oświacie. Uważam, że to nie jest nic złego - mówi wyraźnie spięty. - Nie mam żadnego kontaktu z dziećmi.

- Jednak bywa pan w szkołach. Nie sądzi pan, że powinien się pan trzymać z daleka od dzieci?

- Nie uważam, że powinienem trzymać się z daleka! Jeżeli poleca mi burmistrz, żeby coś tam zanieść, to po prostu muszę tam wejść.



Mówi Paweł Jaros, rzecznik praw dziecka

Sprawa z Ciechocinka jest wyjątkowo bulwersująca. Dla bezpieczeństwa dzieci człowiek karany za molestowanie nieletnich nie powinien wykonywać zawodu, który umożliwia mu kontakt z nimi. Moje obawy budzi fakt, że B. pojawia się w szkołach służbowo. Dlatego będziemy interweniować. W trybie pilnym zwrócę się do sądu, by udostępniono nam akta jego sprawy, i poproszę o wyjaśnienia burmistrza. Być może sąd, nakładając karę zakazu wykonywania zawodu nauczyciela, miał uniemożliwić B. kontakt z dziećmi, co nie zostało wykonane. Biuro rzecznika praw dziecka wystąpiło z inicjatywą zmiany przepisów, by wobec wszystkich, którzy dopuścili się wykorzystywania seksualnego dzieci, wprowadzić prawny zakaz pracy w oświacie i na innych stanowiskach, gdzie mogą zetknąć się z dziećmi.

Ksiądz molestował uczennice

Ksiądz molestował uczennice

Jacek Brzuszkiewicz
2004-12-02, ostatnia aktualizacja 2004-12-02 00:00

Na dwa lata więzienia za molestowanie seksualne nieletnich uczennic skazał w czwartek Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej księdza Zbigniewa S. z Połosek

Proces toczył się przy drzwiach zamkniętych. Ksiądz dobrowolnie poddał się karze. Sąd orzekł wobec niego także zakaz wykonywania zawodu nauczyciela i pedagoga przez dziesięć lat.

Prokuratura zarzuciła Zbigniewowi S., że między wrześniem 2000 r. a czerwcem 2003 r. podczas lekcji religii molestował seksualnie sześć uczennic w wieku od ośmiu do 13 lat. Sadzał je na kolanach i dotykał w intymne miejsca.

Po odczytaniu wczorajszego wyroku ksiądz wyszedł na wolność. W areszcie przebywał od 12 grudnia zeszłego roku. Wróci tam, gdy wyrok się uprawomocni.

Ponieważ sąd na poczet kary zaliczył mu okres tymczasowego aresztowania, po odbyciu połowy kary będzie się on mógł ubiegać o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Gdyby je otrzymał, musiałby wrócić do więzienia, ale tylko na dziesięć dni.

Drugim oskarżonym w tej sprawie jest Jan F., dyrektor szkoły, w której uczył ksiądz. Według prokuratury usiłował ukryć przestępstwo i chronić duchownego. Nie reagował, gdy rodzice dziewczynek skarżyli się na księdza. Mało tego - według prokuratury próbował nakłaniać ich do wycofania obciążających zeznań.

Dyrektor do niczego się nie przyznał. Jego sprawa jest w toku.

Sadysta nie będzie uczył


Sadysta nie będzie uczył

Paweł Reszka
2005-03-08, ostatnia aktualizacja 2005-03-07 00:00

Wydalenie z zawodu nauczyciela - to kara, jaką wczoraj komisja dyscyplinarna dla nauczycieli orzekła w sprawie Janusza N., wuefisty z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Głębokiem. Tak surową karę w ciągu ostatnich 15 lat na Lubelszczyźnie otrzymało zaledwie trzech pedagogów

Tak surową karę w ciągu ostatnich 15 lat na Lubelszczyźnie otrzymało zaledwie trzech pedagogów.

Janusz N. kilkakrotnie był bohaterem tekstów "Gazety". W grudniu ubiegłego roku w reportażu "Git-wychowanie" opisaliśmy problemy z samodyscypliną pedagoga. Za pobicie jednej z wychowanek został ukarany przez komisję dla nauczycieli przy wojewodzie lubelskim karą zwolnienia z pracy połączoną z zakazem przyjmowania do zawodu nauczyciela. Podczas postępowania okazało się, że N. już wcześniej używał siły w stosunku do dziewczyn - robił to przynajmniej dwukrotnie. Mimo kary zwolnienia, zachował posadę. Odwołał się do komisji dyscyplinarnej przy ministrze edukacji, która - choć uznała jego winę - zmieniła zwolnienie na naganę.

Wczoraj lubelska komisja zajmowała się dwoma kolejnymi przypadkami Janusza N. Chodziło znowu o uderzenie jednej z uczennic i nieudzielenie pomocy kolejnej, która podczas lekcji wf. uszkodziła sobie kręgosłup. N. miał po prostu pójść do domu, nie informując nawet o incydencie dyrekcji szkoły. Członkowie komisji uznali, że rzecznik dyscyplinarny udowodnił bezspornie winę wuefisty. Pedagog otrzymał najwyższą z kar dyscyplinarnych z karty nauczyciela - oznacza to, że nie będzie mógł już pracować w zawodzie. Janusz N. może się odwołać do komisji przy ministrze edukacji. Nie udało nam się potwierdzić, czy tak zrobi. Wczoraj był dla nas nieuchwytny.



Komisja dyscyplinarna dla nauczycieli przy wojewodzie lubelskim najczęściej udziela nagany. Wydalenie z zawodu w ciągu ostatnich 15 lat orzekła zaledwie trzykrotnie. Poza wczorajszym przypadkiem były to:

1993 r. - sprawa Mariana W., chemika z podstawówki w Kaznowie. Zarzucono mu nadużywanie siły w stosunku do uczniów, konfliktowość, brak odpowiedniego nadzoru nad wychowankami. Podczas jednej z jego lekcji dzieci wyniosły z magazynku groźne substancje chemiczne.

2005 r. - sprawa księdza Zbigniewa S., nauczyciela religii z podstawówki w Połoskach. Za molestowanie seksualne nieletnich sąd skazał go na dwa lata więzienia i zakaz wykonywania zawodu przez dziesięć lat.

Dziewięć lat więzienia dla nauczyciela-pedofila


Dziewięć lat więzienia dla nauczyciela-pedofila

Mariusz Jałoszewski
2006-07-18, ostatnia aktualizacja 2006-07-17 00:00

Sąd skazał wczoraj wuefistę, który molestował w szkole kilkunastoletnie uczennice.

Pięć 11-14-letnich dziewczynek z jednej ze śródmiejskich szkół podstawowych zapisało się na treningi. Był początek lat 90. Ich trenerem został Tadeusz Z., dziś już siwiejący pan w okularach. Dziewczynki miały zajęcia w szkole, wyjeżdżały też z opiekunem w kilkunastoosobowych grupach na obozy w góry i na Mazury.

Skończyły szkołę. Minęło pięć lat i jedna z nich zdecydowała się opowiedzieć matce o zachowaniach trenera. Wolała wyrzucić to z siebie, miała myśli samobójcze. Potem druga dziewczyna zaczęła mówić o przeżyciach sprzed kilku lat. Był rok 2003.

- Dziewczęta opowiadały, że na obozach trener przychodził wieczorem do ich sypialni, dotykał, namawiał do picia alkoholu - mówiła rok temu "Gazecie" matka jednej z uczennic.

W szkole Z. wzywał dziewczęta do kantorka, tam je dotykał. Podczas lekcji przy wszystkich łapał za biust, za krocze, potrafił publicznie zdjąć dziewczynce stanik. Ośmieszał podopieczne przy innych. Zakazywał opowiadać o tym, co się dzieje na treningach. Mówił: "Jesteśmy rodziną, musimy być w stosunku do siebie lojalni".

Matki, gdy poznały skrywaną przez lata tajemnicę, zdecydowały, że sprawą musi zająć się prokuratura. Chciały ustrzec inne dzieci przez takim nauczycielem.

W trakcie śledztwa były uczeń trenera Dariusz B. namawiał dziewczyny do zmiany zeznań. Bezskutecznie. Wczoraj za utrudnianie śledztwa sąd skazał go na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
Choć relacje dziewczyn dotyczyły spraw nawet sprzed dziesięciu lat, prokuratura w nie uwierzyła. Oskarżyła Tadeusza Z. o pedofilię. W sądzie zażądała dla niego dziesięciu lat więzienia. Po dwóch latach utajnionego procesu wczoraj sąd uznał winę trenera.

Sędzia Wojciech Buchajczuk wyliczył, że w latach 1993-98 molestował on cztery dziewczynki, a piątą dwa razy próbował zgwałcić. Skazał go za to na dziewięć lat więzienia i dziesięcioletni zakaz pracy z dziećmi (sąd nie mógł go pozbawić tego prawa dożywotnio, bo musiał zastosować stare przepisy - nowe dopuszczają już całkowity zakaz).

Trenera prosto z sali sądowej zabrała policja. W areszcie poczeka do uprawomocnienia się wyroku - obrona może się jeszcze odwołać. Spodziewał się tego, bo na wyrok przyszedł ze spakowanym plecakiem. W więzieniu posiedzi siedem lat, bo na poczet kary sąd zaliczył mu dwa lata tymczasowego aresztowania.

Matki molestowanych dziewczyn nie kryły na korytarzu łez. - Cieszę się, że tak się skończyło. Może inni, co mają takie skłonności i pracują z dziećmi, opamiętają się - mówiła jedna z matek. Ich córki mają teraz po ok. 20 lat. Studiują. Nadal jednak są pod opieką psychologów.

Na początku tego roku jedna z pokrzywdzonych popełniła samobójstwo.